niedziela, 23 kwietnia 2017

3 dni.

Witajcie, 
Ja jestem Imm i czuję ulgę. 

      Trzy lata nauki, gimnazjum, robienia zadań, uczenia się. Miesiące przygotowań, powtarzania, przypominania sobie. Czy to wszystko, cała droga którą przeszłam. Czy to było na marne? Jeszcze tego nie wiem. Dowiem się w czerwcu. 
Egzaminy gimnazjalne, czyli zło konieczne. Nie wiem kto to wymyślił, ale ta osoba albo nie była trzeźwa, albo głupia, albo nie przemyślała tego. Trzy lata nauki. Siedem przedmiotów. To wszystko mamy "zaliczyć", "zdać" w trzy dni. Cały materiał musimy przypomnieć sobie i jeszcze to umieć. W trzy dni mamy zaprezentować to, czego uczyliśmy się trzy lata. To nie jest jedna kartka A4. Nie da się wszystkiego umieć. Po to są w szkole oceny, po to są sprawdziany i kartkówki. To one mają sprawdzać naszą "wiedzę". Kiedyś tego nie było i tragedia się nie stała. Jak trzeba, to trzeba.



Środa 19.04 

W sumie nie stresowałam się jakoś bardzo. Byłam troszkę przestraszona, ale jak tak weszłam do szkoły, a następnie do hali to strach minął. Historia i WOS nie były takie złe. Mogło być gorzej, ale mogło być lepiej. Niektóre zadania były dziwne i takie, że niby ta odpowiedź, ale ta też nawet pasuje. Z tego co patrzyłam na odpowiedzi i z tego co mniej więcej pamiętałam to jest całkiem spoko. Chociaż na WOSie pojawiła się jakaś "szara strefa" o której nie mówiliśmy na lekcji. Wtedy serce zabiło nieco szybciej.
Co do polskiego- nawet łatwy. Tej części się najmniej bałam. Co prawda ciekawiło mnie strasznie jakie będzie wypracowanie i to był jakiś stres. Za nic nie chciałam recenzji. Liczyłam na rozprawkę lub opowiadanie. Była rozprawka, której temat na początku wywołał we mnie lekko panikę. Nie byłam do końca pewna czy dobrze to interpretuję. Napisać, coś napisałam, a czy dobrze dowiem się w czerwcu. Zadanie zamknięte były łatwe. Większych problemów z nimi nie miałam.
Pierwszy dzień oceniam pozytywnie. Nie było tak źle. Podobała mi się atmosfera, która panowała. Mimo tego, że jest to dość ważny dzień wszystko było raczej na luzie.



Czwartek 20.04 


Tego dnia obawiałam się najbardziej. Chemia, biologia, geografia, fizyka i matma. Mniej bałam się części przyrodniczej. Dostając arkusz okazało się, że nie słusznie. Zadania były jakieś kosmiczne. W szczególności biologia i chemia okazały się mega trudne. geografia i fizyka były znośne. Liczę chociaż na 50%. W tym przypadku wiele nie oczekuję. 
Matematyka to zło. Tym razem jednak okazała się mniejszym złem. Nie była nie wiadomo jak trudna, jednak i tak na wiele nie liczę. Zrobić, coś zrobiłam. Czy dobrze okaże się w czerwcu. Będę zadowolona jak będzie chociaż 40%. 
Zdecydowanie ta część egzaminów była najgorsza, najtrudniejsza i najdziwniejsza. 




Piątek 21.04


Ostatni dzień. Długo wyczekiwany piątek. Po dwóch dniach miałam już dość. Nie egzaminów, a ciągłego rozmawiania o nich. Wszyscy wypytywali się jak poszło, jakie odpowiedzi dałam itd. Uwierzcie mi, ale to było męczące. Nie wiem jak mi poszło. Dowiem się w czerwcu. Na dzień dzisiejszy nie jestem niczego pewna. 
Zmęczona udałam się na angielski. Losując numerek stolika przy którym będę siedzieć, ucieszyłam się. Wylosowałam numer 14, czyli mój numer w dzienniku. Może głupota, ale mnie to ucieszyło. 
Część podstawowa była w sumie łatwa. W jej przypadku liczę na 80%. Zadania nie były trudne, dało się coś zrozumieć. W porównaniu do próbnych egzaminów, słuchanie było łatwiejsze. 
Część rozszerzona, jak sama nazwa mówi była trudniejsza. Myślę, że i tak poszła mi nawet dobrze. Mam nadzieję, ze mój email przypadnie do gustu osobie, która będzie go oceniać. Właśnie to zadanie sprawiło mi najwięcej problemów. Teraz napisałabym go kompletnie inaczej, ale czasu cofnąć nie mogę. 



Po krótkim streszczeniu 3 dni przyszła pora na stylizacje, fryzury i makijaż. 

-Środa-
Tego dnia założyłam stylizacje z bierzmowania. Spodobała mi się ona, więc chciałam założyć ją jeszcze raz. makijaż zrobiłam bardzo prosty i nieskomplikowany. Pierwszego dnia byłam dość zestresowania i nie chciałam się jeszcze dodatkowo denerwować tym, czy dobrze pomalowałam oczy, czy nie. Fryzura była równie prosta jak cała reszta. Rozpuściłam włosy, dwa przednie pasma związałam z tyłu głowy. Nie chciałam, aby włosy przeszkadzały mi w myśleniu.





-Czwartek-
Jako, że miałam ochotę na spódniczkę, to właśnie ją założyłam. zwykła czarna, która już pojawiała się na moim blogu nie raz. Zdecydowałam się na czarną bluzkę z kołnierzykiem. Wszystko dopełniłam czarną ramoneską i butami na koturnie. Makijaż zrobiłam dokładnie taki sam jak w środę. Fryzurę wybrałam prostą. Mianowicie rozpuściłam włosy i dwa przednie pasma spięłam  po bokach głowy czarnymi "żabkami".




-Piątek-
Na ostatni egzamin ubrałam się na granatowo. Pożyczyłam od siostry granatową spódniczkę. Do niej założyłam bluzkę z wycięciami na ramionach. Byłam zmęczona, więc pomalowałam jedynie brwi, rzęsy i usta. Z włosami nic nie robiłam. Niestety tego dnia ktoś stwierdził, że zrobimy zdjęcia klasowe. Akurat, gdy wyglądałam najgorzej.




Poprzedni wpis: -49%
Zobacz również: GRWM: bierzmowanie
Polecany wpis: CIY: sałatka
Immstagram: gossip.imm

Buziaczki, 
Wasza Imm 

5 komentarzy :

  1. Fajnie, że już masz to za sobą. Ja zbliżam się do matury i jestem dość przerażona. :)

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie, poza matma, najgorsza była rozprawka, bo podobno większość źle zinterpretowała temat i się teraz troche boje :////
    Pozdrawiam,
    Posy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rozprawkę też zaczęłam się martwić. Każdy inaczej zinterpretował temat i już sama nie wiem, czy ja zrobiłam to dobrze. Czerwcowe wyniki pokażą :D

      Usuń
  3. Polski i historia były banalne. Matma też całkiem prosta, ale chemia i fizyka z przyrodniczych to był dla mnie kosmos.

    OdpowiedzUsuń